czwartek, 17 stycznia 2019

Cztery Płatki Śniegu

Gwiazdka za pasem, w powietrzu pachnie makowcem, goździkami i zieloną choinką. Mieszkańcy małego miasteczka myślą już o przygotowaniach świątecznych, ale na drodze lepienia uszek i łańcuchów choinkowych staną im rodzinne perypetie. Zabiegani zapomną, co naprawdę liczy się w świętach. Na szczęście ktoś im o tym przypomni...


Ten wyjątkowy czas skrzyżuje ze sobą drogi małżeństwa posądzającego się wzajemnie o zdrady, młodej mamy zmęczonej dobrymi radami teściowej, sknery, którego żona marzy o dziecku, kobiety samotnie wychowującej córeczkę i pewnego przystojnego mężczyzny. Wśród codziennych problemów trudno się zatrzymać i po prostu cieszyć wspólnymi chwilami, ale w miasteczku mieszka ktoś, kto pomoże im na nowo odkryć magię świąt.




„Cztery płatki śniegu” to lekka, humorystyczna opowieść w świątecznym klimacie z wzruszającym zakończeniem. Bohaterowie tej powieści są mieszkańcami jednego bloku, a właściwie jednej klatki schodowej pucowanej i pilnowanej przez samozwańczą dozorczynię – panią Michalską. Mamy tu małżeństwo podejrzewające się o obopólną zdradę, samotną matkę wychowującą wrażliwą ośmiolatkę, młodą parę z nielubianą teściową na karku, męża sknerusa z wężem w kieszeni. I chociaż problemy poruszone w tej książce niejednokrotnie są istotne i poważne, autorka podała je lekko, z dużym poczuciem humoru i wyczuciem komediowym. Mnie taki styl pisania i przedstawiania świata bardzo przypadł do gustu.

Jednak nie powiem, że wszystkich od razu polubiłam. Największy problem miałam z Zuzanną, Waldemarem i Moniką. Chwilami miałam wrażenie, że byli oni tak… osobliwi, że aż odpychający. Niektórzy z nich naprawili swoje błędy, inni nie.

Teksty małej Stasi oraz jej przygody z koleżanką przy budowie szopki - rewelacja.

Polecam, nie tylko od święta!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz