Dora Conroy jest piękna, pełna fantazji i uwielbia
wszystko, co niezwykłe. Dlatego ku strapieniu swojej aktorskiej rodziny
porzuciła teatr i z zapałem zajęła się kupowaniem i sprzedawaniem małych
skarbów, które mniej życzliwi nazywają starymi rupieciami, a bardziej życzliwi
- antykami.
Jed Skimmerhorn to dziedzic arystokratycznej rodziny, który uciekł z klatki
rodowej posiadłości, by pracować w policji. Jednak teraz, gdy spotkała go
osobista tragedia, znowu uciekł, porzucając jedyne zajęcie, które dawało mu
radość, oraz ludzi, z którymi czuł się na swoim miejscu.
Edmund Finley jest bogatym i zepsutym kolekcjonerem dzieł sztuki, w świecie
którego wszystko musi być idealne. Dlatego gdy przypadkiem dochodzi do zamiany
paczki zaadresowanej do Finleya, rozpoczyna się pościg, w którym ludzkie życie
ma wartość o wiele mniejszą od zaginionych przedmiotów, a Jed i Dora znajdą
ukryte skarby tam, gdzie nigdy by się ich nie spodziewali…

Nie pamiętam już kiedy po raz pierwszy przeczytałam
jej książkę. Nie pamiętam nawet, która to była. Wiem jednak, że odkąd pamiętam
Nora Roberts jest moją ulubioną pisarką. Żadnego innego autora nie mam
przeczytanego tak dokładnie i wnikliwie, jak jej.
W jej powieściach oprócz miłości zawsze równorzędną rolę odgrywa też inny
wątek, najczęściej kryminalny – jak w tym przypadku. Samodzielna bizneswoman i
bogaty były policjant z - nieodzowną w romansach - traumą, którzy mają,
delikatnie mówiąc, problemy z dogadaniem się, a jednak coś ich do siebie
ciągnie. Sceny z głównymi bohaterami umiejętnie przeplatane są scenami z szefem
całej szajki przemytniczej, który planuje kolejne kradzieże i... morderstwa.
Niestety to nieco psuje całą tajemnicę. Już od samego początku wiemy, kto jest
przestępcą. Zaliczmy to jednak do jednego ze sposobów realizowania konwencji
gatunku.
Czytanie o przesłodzonej miłości powoduje, że robi
mi się niedobrze, a humor zawsze jest „na czasie”. Dlatego tak zachwycili mnie
główni bohaterowie. Bez przerwy sobie dogryzają, a robią to w całkiem
nieszkodliwy sposób. Przez to nawet wyraźniej odczuwa się łączącą ich chemię.
Autorka barwnie opisuje też postacie poboczne. Rodzina Dory, to zawodowi
aktorzy, w dodatku ekscentryczni. Każda postać ma swój własny charakter i
sposób bycia, co jeszcze lepiej różnicuje świat przedstawiony, a także powoduje
wiele zabawnych sytuacji.
Pod koniec książki, akcja jakby się rozmywa. Co jest dziwne, gdyż w tym
momencie bohaterowie intensywnie pracują nad rozwiązaniem zagadki i ujęciu
sprawcy. Może odniosłam takie wrażenie, bo bohaterowie już się „nie szukają”,
ale są razem jako para. Na szczęście ta chwila nie trwa długo. Jeden rozdział
dalej znowu mamy pełną dynamikę zdarzeń i szybkie tempo, które nie pozwoli wam
oderwać się od lektury.
Jedynym minusem jest zakończenie. Zbyt oględne. Zabrakło mi ledwie kilku jakiś
konkretniejszych zdań podsumowujących. Książka zdecydowanie genialna! Barwne
postacie, zagadka kryminalna, sporo akcji i oczywiście mój ulubiony – humor.
Zdecydowanie polecam znudzonym cukierkowymi romansami czytelnikom.